Żeby skorzystać z pewnej oferty last minute musiałem w ciągu jednego dnia spakować się i przejechać dwieście kilometrów na lotnisko. I tak właśnie zrobiłem. Kiedy tylko znalazłem tani wyjazd, którego celem miało być zwiedzanie Irlandii, zielonej krainy pełnej legend i zamków, wiedziałem, że muszę pojechać na tę wycieczkę. Jednak mając dużo spraw na głowie, zapomniałem o tym na jakiś czas. Kiedy sobie przypomniałem i poszedłem do biura podróży, okazało się że w gablocie nie wisi już ta oferta. Pomyślałem, że przegapiłem okazję. Zapytałem w biurze o tę wycieczkę. Okazało się, że została zdjęta nawet z oferty last minute, tak jak wszystkie na dzień przed wyjazdem, poza tym już wyjechał autokar wiozący turystów z mojego miasta do Warszawy na lotnisko. Dowiedziałem się jednak, że jeśli bardzo mi zależy na wycieczce, mogę dojechać tam samemu, ale na własną odpowiedzialność – organizator nie mógł przecież opóźnić lotu. Chwilę zastanowiłem się nad sytuacją, a potem zapłaciłem i wybiegłem do domu, by spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Zrobiłem to błyskawicznie i nawet udało mi się niczego nie zapomnieć. Na lotnisko dotarłem w ten sam sposób, w jaki kupiłem wycieczkę – last minute.